Mój pierwszy, wiosenny maraton w 2015

Czas nagli i tak się stało, że powoli muszę zacząć pakować moją różową walizeczkę. Za dokładnie 12 dni mój pierwszy, poważny wiosenny start! Jak zwykle trochę mnie to przeraża, że to już naprawdę za chwilę. Czy ja nie mogę wybierać sobie biegów dopiero jesienią? ;) Szybko wyjaśnię, jak to się stało, że w tym roku będzie to akurat ten bieg. Kiedy w zeszłym roku zobaczyłam spot reklamujący ten maraton (link do niego wrzucam pod koniec wpisu), wiedziałam, że kiedyś MUSZĘ tam być. Takie małe marzenie. Pod koniec zeszłego roku, gdzieś w głowie pojawiała się myśl, że bardzo chciałabym wystartować w tym roku, ale potem planując inne starty ten postanowiłam odpuścić. I tak było do 24 grudnia, do Wigilii. Zgodnie z panującą w moim domu od paru lat tradycją, pod choinką czekał na mnie pakiet startowy. Właśnie na TEN bieg. Tym razem to prezent od rodziców, którzy pamiętali, że kilkukrotnie o tym biegu mówiłam. Radość wielka, niespodzianka ogromna. Świadomość, że pierwszy wiosenny maraton odbędzie się już 8 marca. Szybko, ale dla tego biegu warto pojechać i wystartować, spełnić kolejne swoje małe marzenie.

Pewnie już bardzo chcecie, żebym przestała lać wodę i w końcu napisała o jaki bieg chodzi, prawda? No dobrze. Za 12 dni wystartuję w 261 Women’s Marathon & 10k na Majorce. To maraton tylko dla kobiet, który w zeszłym roku miał swój debiut. Pierwsza edycja była dość kameralna, według informacji, do której dotarłam, wystartowało w niej 691 kobiet, ale tylko 91 pobiegło dystans maratoński. Reszta wystartowała w biegu na 10 kilometrów. Trasa zbyt łatwa nie będzie (trzy rundy i takie tam…czyli coś, za czym średnio przepadam), ale będzie piękna. To będzie bieg na Majorce, wzdłuż morza. A dla osoby kochającej bieganie i kochającej morze to chyba dobra wiadomość. Poza tym bieg powstał dzięki zaangażowaniu Kathrine Switzer, o której wspominałam już na naszym Facebooku wspominając, że czytam jej książkę. To kobieta, której my biegaczki, zawdzięczamy bardzo dużo. To właśnie ona w 1967 roku jako pierwsza kobieta oficjalnie zarejestrowała się i ukończyła maraton bostoński. Przebiegła bieg, mimo, że kobiety jeszcze nie miały prawa startować na takim dystansie. Podczas biegu próbowano siłą ściągnąć ją z trasy i zerwać z jej koszulki numer startowy 261 (stąd nazwa biegu), ale zapobiegli temu jej trener oraz biegnący obok partner. Bieg ukończyła, a dzięki jej determinacji pięć lat później kobiety zostały oficjalnie dopuszczone do udziału w maratonie bostońskim. Kathrine Switzer zaangażowała się w działalność na rzecz praw kobiet w sporcie, głównie promuje bieganie wśród kobiet i to dzięki niej odbędzie się ten bieg. Co najlepsze, Kathrine będzie wtedy na Majorce, będzie oczywiście na biegu. W zeszłym roku widziałam, że czekała na mecie i witała każdą biegaczkę, liczę na to, że i w tym będzie tak samo.

261WM

Na Majorkę lecę z moją Mamą. W końcu maraton odbędzie się 8 marca, w dzień kobiet, dlatego robimy babski wypad. Trochę dziwnie, że nie wystartuje ze mną mój brat (chociaż wierzę, że w koszulce miałby szansę ;) ), ale już niedługo wystartujemy w innym biegu razem. Jedzie tam również grupa biegających kobiet z Poznania – Karola, już nie mogę się doczekać!

Nie chciałabym nastawiać się na jakiś szczególny wynik, czy życiówkę bo z doświadczenia wiem, że te wychodzą mi lepiej jesienią, pod koniec sezonu. Z drugiej strony mój sobotni start w Gdyni i życiówka poprawiona o prawie dwie minuty pokazuje, że moja forma nie jest najgorsza. Muszę jednak pamiętać o tym, że maraton to zupełnie inny wysiłek, niż bieg na dystansie dziesięciu kilometrów. Ten dystans potrafi być trochę zdradliwy. Oczywiście jeżeli nogi będą niosły, to nie zamierzam specjalnie zwalniać. ;) Przede wszystkim jednak chciałabym nacieszyć się tym biegiem. Nacieszyć widokami, atmosferą, towarzystwem. Mam nadzieję, że relacja, którą dla Was przygotuję będzie wyjątkowo ciekawa i z pewnością wyjątkowo różowa. Bardzo chciałabym porozmawiać z Kathrine i zrobić z nią mały wywiad, proszę zatem o kciuki nie tylko za bieg, ale i za udaną rozmowę.

Na koniec podzielę się z Wami słowami Kathrine, które znalazłam na stronie biegu. Taka mała motywacja zarówno dla Was jak i dla mnie: “Your race is your investment in YOURSELF; you deserve to feel well.”

PS Więcej informacji o samym biegu znajdziecie tu:

http://www.261wm.com/en/

A tu filmik, który sprawił, że chciałam w tym biegu wystartować:

https://www.youtube.com/watch?v=KDZcwbjy2lY

No dobrze, podrzucam jeszcze jeden film, który powstał podczas zeszłorocznej edycji:

https://www.youtube.com/watch?v=g8SXR9dO9X0

Share :
You may also like
Wind of change. O dwóch latach blogowania.
Lifestyle - Running
Nie taki maraton straszny.
Running
  • Wlasnie ten zeszloroczny trailer ruszyl mnie z miejsca rok temu :) i nie tylko do biegania ale i pieknej trwajacej nadal przygody z tancujaca rurka…
    Znajduje sile w bieganiu, znaduje sile w zyciu :)

    Ksiazka stala sie wlasnie moim no.1, pelna inspiracji.

    • Zosia

      Świetnie! O to chodzi :) Trzymam kciuki za dalszą motywację i inspirację!