44. BMW Berlin Marathon – tydzień przed

IMG_0411
 

Jest czwartkowy wieczór. Niedawno wróciłam z treningu, jednego z tych ostatnich trudnych. Patrzę na mój plan treningowy i wierzyć mi się nie chcę, że większość już za mną.

Te dwanaście tygodni treningów wcale nie były łatwym okresem. Były wzloty i upadki i przez pierwszą połowę tych upadków było chyba więcej. Sama nie wiem, co się działo w lipcu, ale miałam wtedy jakiś totalny spadek mocy i przede wszystkim motywacji. Nawet najlżejszy trening był dla mnie problemem. Kilometry się dłużyły, treningi nie wychodziły tak jak powinny, a wtedy głowa strajkowała. A może było na odwrót? Głowa strajkowała i dlatego nic nie szło? Nie wiem, ale wiem jedno – to był dziwny i ciężki czas. Non stop marudziłam na treningach. Marcin to potwierdzi. ;) W pewnym momencie przestałam wierzyć w to, że uda się cokolwiek zrobić do maratonu. Na szczęście w sierpniu coś w końcu zaskoczyło. Powróciła motywacja, chciało mi się iść na trening. Powoli wszystko wychodziło tak, jak miało być. I nawet te najtrudniejsze treningi zaczęły znowu sprawiać radość.

Potem przyszedł czas na starty kontrolne – najpierw Murowana Dycha, podczas której udało się zająć drugie miejsce w mojej kategorii wiekowej, a następnie półmaraton w Pile. Gdyby nie błąd organizatorów i to, że trasa była o kilkaset (mój zegarek pokazał dystans 21,59 km) metrów dłuższa, to prawdopodobnie zrobiłabym życiówkę na tym dystansie. Pewności nie mam, ale bieg ukończyłam z czasem 1:43:26, co jest niecałe dwie minuty gorzej od życiówki. Szkoda, że tu mogę tylko gdybać. Ten wynik by jeszcze bardziej pomógł głowie przygotować się na Berlin.

W ramach przygotowań, oprócz biegania chodziłam dwa/ trzy razy w tygodniu do Endorfitu na trening uzupełniający (trening na pasach, trening interwałowy, stabilizacja oraz trening mięśni głębokich). W sierpniu zrobiłam też rekordową ilość kilometrów – miesiąc zamknęłam z 330 wybieganymi kilometrami. Sporo, ale wszystko robione z głową i zgodnie z planem. Nie czuję ani spadku formy, ani braku sił, ani żadnej kontuzji.

Ostatni tydzień wyszedł bardzo dobrze, wszystkie treningi zrobiłam zgodnie z założeniami. Dzisiejsze bieganie na bieżni – oczywiście musiało wiać, a na ostatnich dwóch kilometrach padać – sprawiło mi dużo radości i dało dużo satysfakcji. Uwielbiam to uczucie, gdy wracam do domu po ciężkim treningu. Zrobionym treningu. ;)

Teraz przede mną już te spokojne dni. Czas  się wyspać, wyciszyć, lekko pobiegać, skupić na dobrej diecie, na śnie i na przyszłej niedzieli.

Nie wiem, co to tam będzie w tym Berlinie, ale oglądałam dziś kilka filmików z tego maratonu i wiem, że cieszę się na ten bieg. W końcu to będzie 44 (!) edycja maratonu, więc liczę na to, że będę ją wspominać wyjątkowo miło. O tym jak było przeczytacie na pewno na blogu w mojej następnej relacji.

***

A skoro to jest wpis o maratonie, to mamy dla Was maratoński konkurs. Mamy jeden pakiet na 18. PKO Poznań Maraton i chętnie oddamy go w dobre nogi. Tu mała prośba, aby w konkursie wzięły udział te osoby, które faktycznie z tej nagrody skorzystają. Przykro byłoby, gdyby przepadła niewykorzystana.

A co trzeba zrobić?

Wytypujcie mój czas, w jakim ukończę 24. września maraton w Berlinie. Osoba, która jako pierwsza poda prawidłowy wynik (lub będzie najbliżej) otrzyma od nas pakiet. Wasze typy wpisujcie proszę (w formacie hh:mm:ss) na Facebooku, pod tym wpisem. Można typować do niedzieli 24.09., do godziny 9:15. Zwycięzcę podamy w niedzielę 24.09. wieczorem, lub w poniedziałek 25.09. rano. To zależy od tego, jak bardzo będę zmęczona. ;)

Aha, mała podpowiedź. Moja aktualna życiówka na dystansie maratońskim, którą wybiegałam sobie w kwietniu w Rotterdamie, to piękne okrągłe 3:40:00.

POWODZENIA WAM i TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI!!!

 

Your browser is out of date. It has security vulnerabilities and may not display all features on this site and other sites.

Please update your browser using one of modern browsers (Google Chrome, Opera, Firefox, IE 10).

X