4x 10 km, czyli podsumowanie Grand Prix PW i o tym jak przeklinam te cholerne 45 minut

W tym roku po raz pierwszy w mojej biegowej przygodzie wzięłam udział w jakimkolwiek grand prix, w dodatku w moich rodzinnych stronach. Grand Prix Powiatu Wrzesińskiego w biegach ulicznych na 10 km, bo o nim mowa, obejmował 4 imprezy w niewielkich miejscowościach: Wrześni, Nekli, Kołaczkowie i Pyzdrach. Przyznam, że na początku moją główną motywacją był…medal w kształcie puzzla. Aby ułożyć całość trzeba było oczywiście ukończyć wszystkie biegi. Podczas pierwszego i zarazem największego biegu- we Wrześni- udało mi się uzyskać nową życiówkę: 45:01. Tylko dwie sekundy dzieliły mnie od osiągnięcia celu, do którego dążę już od roku. Potraktowałam to jako dobrą wróżbę i pomyślałam, że podczas kolejnych biegów na pewno uda mi się złamać tę granicę. Wiem, że dla ambitnych biegaczy amatorów taki czas nie jest jakimś szczególnym osiągnięciem. Ja sama uważam się za biegaczkę z aspiracjami, ale znam też swoje możliwości i mniej więc wiem, na ile pozwala mi pobiec moja aktualna forma.

Okazało się jednak, że pomimo kilku okazji nie udało mi się mojego celu osiągnąć. Podczas pozostałych biegów pogoda była zupełnie niesprzyjająca biciu rekordów, ale  jednak czasy, które osiągałam wciąż podsuwały mi pod nogi pudło w mojej kategorii wiekowej. W ostatecznej klasyfikacji, w której pod uwagę brane były trzy najlepsze czasy uzyskane podczas wszystkich biegów, zajęłam 1. miejsce w kategorii wiekowej. Ukończenie grand prix wymagało ode mnie sporej dyscypliny (starty odbywały się we wakacje), a od moich chłopaków także cierpliwości. Obaj zresztą byli moimi wiernymi kibicami na każdym z biegów.

Muszę dodać, że ja jakoś szczególnie nie przygotowuję się do startów na 10 km, zawsze biegam je „po drodze” do jakiegoś większego biegu. Poza tym najważniejszy start dopiero przede mną. Mowa oczywiście o 17. PKO Poznań Maratonie. To bieg, do którego przygotowuję się od kilku miesięcy, po to by podjąć próbę poprawy zeszłorocznego czasu i jednocześnie złamania 3:30, a rok temu byłam przecież bardzo blisko. A później? Później oczywiście złamię te 45 minut na dyszkę.

[gap height=”25″ /]

img_8910

[gap height=”25″ /]

i-bieg-pomagam

źródło: Wiadomości Wrzesińskie

[gap height=”25″ /]

dsc_0172

[gap height=”25″ /]

img_5557

Share :
You may also like
Krótka refleksja czyli moje 6 lat z NIKE+
Uncategorized
„Szczęście jest decyzją, a nie punktem na mapie” – czyli #ultraHELp 2016
Uncategorized