Przewodnik po wiosennych maratonach

W tym tygodniu zrobiło się w Poznaniu tak zimno, że ostatnio naprawdę mam coraz większy problem z wyjściem z domu na trening (wiadomo, najtrudniej wyjść, bo potem już jakoś to leci). Nie umiem sobie wyobrazić długich wybiegań (przecież do zimna dochodzi jeszcze ciągła ciemność!), ale… gdzieś tam tęsknię już za maratonem i wiem, że chcę go pobiec na wiosnę. To był pierwszy sezon od 2012 roku, w którym nie przebiegłam jesienią żadnego maratonu i brakuje mi tego dystansu.

Od kilku dni zastanawiamy się, gdzie tym razem wystartować. Maratonów jest mnóstwo, ale ciężko wybrać ten idealny. Albo jest za późno, za wcześnie, za daleko, za blisko… Poza tym mam tych wiosennych maratonów już trochę na koncie, a jednak chciałabym wystartować w jakimś nowym miejscu. I tak właśnie szukając biegu dla nas uświadomiłam sobie, że pewnie wielu z Was rozpoczęło teraz roztrenowanie i również zastanawia się nad wiosennym startem. Warto coś zaplanować, wtedy motywacja do wyjścia na ten chłód będzie większa.

Oto mój przewodnik po maratonach w pigułce. Gotowi?

Barcelona – zaczynam od Barcelony, ponieważ był to mój drugi maraton w życiu i ponieważ biegłam w nim aż dwa razy (drugi raz z bratem, podczas jego debiutu). Pierwszy raz wystartowałam w 2012 roku i to wtedy też pierwszy raz byłam w Barcelonie. Miasto spodobało mi się od samego początku, po prostu dobrze się tam czułam. Do dziś pamiętam też emocje związane z tym maratonem. Niby drugi, ale po rocznej przerwie (debiut maratoński miałam w 2010 roku, w 2011 odpuściłam maraton), poza tym wiedziałam, że moje doświadczenie na tym dystansie jest jeszcze bardzo małe. Cały bieg wspominam bardzo dobrze. Tłumy startujących, piękna trasa, choć wcale nie jest ona łatwa – druga połowa nie jest płaska – i po prostu bardzo dobra organizacja. Zachwyciły mnie małe buteleczki z wodą na punktach. Było to o wiele wygodniejsze od kubeczków. Wracając jeszcze do samej trasy – jest piękna, bo mija się po drodze najbardziej znane miejsca Barcelony. Nie zapomnę podbiegu na czterdziestym kilometrze (miałam wrażenie, że nigdy się nie skończy) oraz fontanny z zimną wodą za linią mety (ale regeneracja!). Co ciekawe, trudność trasy odczułam dopiero, gdy startowałam tam drugi raz, dwa lata później. Za pierwszym razem wydawała mi się o wiele łatwiejsza. No i poprawiłam wtedy czas w stosunku do debiutu o czterdzieści minut!

  • Zurich Marato de Barcelona odbędzie się w przyszłym roku 10 marca, czyli za nieco ponad trzy miesiące. Jest to dość wcześnie, ale w Barcelonie już wtedy może być ciepło, co potrafi przeszkodzić – nasze organizmy nie są przystosowane jeszcze do takich temperatur. Do Barcelony można dolecieć tanimi lotami bezpośrednio z większości polskich miast (szkoda, że nie z Poznania), a ofert noclegowych (hotele, hostele, czy airbnb) jest mnóstwo. Jeżeli nie byliście jeszcze w Barcelonie i marzy Wam się duży maraton z fajną atmosferą, to zdecydowanie polecam! A po maratonie można zamoczyć nogi w morzu i odpocząć na plaży objadając się hiszpańskimi tapasami. Jeszcze jedna ciekawostka – mam nawet jedną piosenkę, która do końca życia będzie mi się kojarzyć z tym biegiem: Ben Howard „Keep Your Head Up”.

Rzym – Rzym był moim czwartym maratonem w życiu, drugim wiosennym. Do dzisiaj uśmiecham się, gdy o nim myślę, a to dlatego, że pierwszy raz złamałam tam magiczną barierę czterech godzin! Kocham Włochy, uwielbiam ich kuchnię i znam język włoski, więc od początku wiedziałam, że to będzie super przygoda. I tak też było. Pamiętam, że do organizacji nie miałam żadnych zastrzeżeń, jedynym minusem było expo, które odbywało się naprawdę na końcu miasta i trochę trwało, zanim tam dotarliśmy metrem. Nie muszę chyba pisać, że nie ma lepszego miejsca na carboloading. To przecież kraj, w którym pizzę, czy makaron znajdzie się na każdym rogu, o każdej porze. ;) Jeżeli chodzi o trasę, to nie przypominam sobie, aby była ona bardzo trudna. Weźcie jednak pod uwagę fakt, że trasa w 2013 roku uległa zmianie, ponieważ tego samego dnia w Watykanie odbywały się uroczystości związane z inauguracją pontyfikatu papieża Franciszka i nie mogliśmy tamtędy biec. Na pewno jest tam trochę lekkich podbiegów i dużo kostki brukowej (podczas deszczu potrafi to być niewygodne) oraz pamiętam jeszcze podbieg tuż przed metą. Ale mając przed sobą Koloseum podbieg nam niestraszny.

  • Maratona Internationale di Roma odbędzie się 7 kwietnia, czyli prawie miesiąc później, niż Barcelona. Do Rzymu też dolecicie bez problemu tanimi liniami. Espresso za euro i włoskie ciasteczka wskazane każdego dnia! ;)

Praga – ten maraton wspominam wyjątkowo ciężko, więc pewnie równie ciężko będzie mi go polecić. ;) Maraton w Pradze pobiegłam w 2013 roku, był to prezent od mojego brata. Jest kilka obrazków, które zapamiętam z tego biegu – kostka brukowa, mosty, podbiegi, tunele, ciężkie łydki oraz upał Faktycznie trasa chyba do łatwych nie należy (przynajmniej taką ją zapamiętałam), więc jeżeli szukacie maratonu na życiówkę, to odradzałabym Pragę. Poza tym było tam naprawdę ciepło (start był 12. maja), więc im więcej kilometrów miałam w nogach, tym było mi ciężej. Część trasy była ładna, bo prowadziła przez centrum, ale w pewnym momencie wybiegliśmy w bardziej przemysłową część miasta i gdyby nie pomoc mojego brata, to pewnie byłby to pierwszy maraton, którego bym nie ukończyła. Sam finisz był bardzo fajny, bo meta usytuowana była na rynku starego miasta. Miło wspominam też piękny plecak w pakiecie startowym, który służył mi bardzo długo.

  • Volkswagen Prague Marathon odbędzie się 5 maja, więc to świetny sposób na spędzenie tam długiego weekendu. Poza tym do Pragi mamy blisko, można tam szybko dojechać samochodem.

Paryż – to zdecydowanie największy wiosenny maraton, w którym brałam udział i jest to informacja, o której warto pamiętać zapisując się na ten bieg (jeżeli ktoś nie lubi dużych imprez, to Paryż nie będzie dobrym wyborem). Staruje tam ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi, co naprawdę widać na starcie. Pola Elizejskie – a jest to naprawdę szeroka aleja – była pełna ludzi aż po horyzont. O dziwo samo wejście do stref odbyło się bez większych problemów i ataków klaustrofobii. Expo i odbiór pakietów startowych wspominam dobrze, pamiętam że targi mi się bardzo podobały. Jeżeli chodzi o samą trasę, to jest ona bardzo fajna. Jest tam trochę tuneli (ten z klubowym oświetleniem i muzyką wspominam do dziś, bo zakręciło mi się od tego w głowie), ale i dużo pięknych widoków oraz mnóstwo kibiców. Kilometry mijały tam same. Z tego maratonu zapamiętałam jeszcze małe buteleczki z wodą (jak w Barcelonie), duże kosze na śmieci (dzięki czemu te nie leżały na ulicy), masaże na trzydziestym kilometrze oraz zielony Lasek Buloński na ostatnich kilometrach. Pięknie tam było i bardzo dobrze mi się biegło. Poza tym na mecie czeka na każdego piękny medal oraz koszulka Finishera, a to zdarza się na maratonach rzadko. Super sprawa!

  • Schneider Electric Marathon de Paris odbędzie się 14 kwietnia i będzie to już czterdziesta trzecia edycja biegu. Do Paryża również najwygodniej dotrzeć samolotem, noclegu warto poszukać wcześniej, bo nie dość, że zjeżdża się tam mnóstwo biegaczy, to jeszcze zwykłych turystów. Najlepiej uczcić bieg kieliszkiem dobrego wina i świeżym croissantem na śniadanie. ;)

Rotterdam – Rotterdam był pierwszym zagranicznym maratonem, na który pojechałam z Marcinem. Chyba głównie ze względu na trasę (ponoć szybka) i jego wielkość (nie za duży, nie za mały) wybraliśmy akurat ten maraton. Poza tym żadne z nas nie biegło nigdy wcześniej w Holandii. Odbiór pakietów i samo expo były w porządku, w centrum miasta, szybko i sprawnie. Nie miałam tu żadnych uwag. Te pojawiły się dopiero w dniu biegu. Pamiętam, że strefa startu była dość mała, jak na dużą ilość biegaczy. Wejścia do stref były bardzo wąskie, a ludzi sporo, dlatego w pewnym momencie wszystko się zakorkowało i zaklinowało. Wszystko to było dość klaustrofobiczne i pamiętam, że stojąc w tym tłumie ludzi byłam przekonana, że nie zdążę na start (do strefy weszłam dwie minuty przed rozpoczęciem biegu). Sama trasa była ok, ale nie uważam, aby była jakoś bardzo atrakcyjna. Przypomina mi się długa prosta wzdłuż jakiegoś kanału. Wąska ścieżka, pełne słońce, męczarnia. Poza tym dla mnie było tam już za ciepło, dlatego nie wspominam tego maratonu jakoś szczególnie miło. Życiówkę poprawiłam o kilkadziesiąt sekund, chociaż tyle. Bardzo podobał mi się klasyczny, okrągły medal, ale sam bieg nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć.

  • NN Marathon Rotterdam odbędzie się również 7 kwietnia. Jeżeli chodzi o podróż, to my lecieliśmy akurat z Warszawy do Amsterdamu, z którego odebrali nas znajomi. Nocleg znaleźliśmy na airbnb jakieś dwa kilometry od startu. Po maratonie świetnym pomysłem jest odwiedzenie Amsterdamu. Cały poniedziałek zwiedzaliśmy miasto na rowerze.

Wiedeń – last but not least maraton w Wiedniu, czyli mój ostatni maraton. Od dawna chciałam zobaczyć Wiedeń, dlatego bardzo spodobał mi się pomysł, aby to tam wystartować na wiosnę. Poczytaliśmy trochę wpisów i opinii o biegu i wydawało się, że to całkiem fajny maraton. Faktycznie było bardzo fajnie, choć mam kilka zastrzeżeń do organizacji. Odbiór pakietów (czyli numeru startowego) był bardzo sprawny, samo expo nudnawe, więc nie spędzaliśmy tam dużo czasu. Jeżeli chodzi o sam bieg, to mieliśmy problem ze znalezieniem depozytów (w informatorze nie było o nich informacji) i żaden wolontariusz nie umiał nam pomóc. Pamiętam, że mocno nas to zirytowało. Sama trasa jest ok, nie jest jakoś bardzo płaska, ale bywały już gorsze. Miło biegło się po zielonym parku Prater. Biegnąc w Wiedniu trzeba pamiętać o tym, że wraz z maratonem leci też półmaraton, który jest o wiele większy. Biegacze rozdzielają się na +/- dziewiętnastym kilometrze (maratończycy mogą tam podjąć decyzję o zejściu z trasy i ukończeniu połówki, co może być niebezpiecznie kuszące ;)) i wtedy widać, że maratończyków wcale nie ma dużo. Na trasie zrobiło się o wiele puściej. Startując w Wiedniu trzeba mieć też na uwadze, że może tam już być ciepło. W tym roku bieg był pod koniec kwietnia (22.4.) i o godzinie dziewiątej było już dziewiętnaście stopni. Dużym minusem dla mnie była strefa mety, która jest wspólna dla wszystkich biegaczy (półmaraton, maraton i sztafeta maratońska). To sprawia, że jest tam dość spory tłum i kolejki (szczególnie mocno odczuł to Marcin, który kończąc maraton z czasem 2h 46 wbiegał na metę z tłumem półmaratończyków i stał w kolejce po medal i wodę).

  • Vienna City Marathon odbędzie się tym razem wcześniej, bo również 7 kwietnia. Wiedeń jest blisko, więc można zrobić sobie wycieczkę samochodem (tak zrobiliśmy to my), lub polecieć samolotem, czy nawet pojechać pociągiem. Wygodny nocleg znaleźliśmy bardzo blisko startu na airbnb, co i Wam polecam. Po biegu warto przejść się do klasycznej, wiedeńskiej kawiarni na Tort Sachera, a wieczorem napić się dobrego, białego wina!

*** 

To by było na tyle. Biegłam jeszcze jeden maraton wiosenny, maraton kobiet na Majorce, ale ta impreza już nie istnieje. Oczywiście musicie wziąć pod uwagę, że jest to dość subiektywny ranking maratonów, więc mój wynik na mecie może mieć ostatecznie wpływ na ocenę całej imprezy. ;) Starałam się jednak wymienić wszystkie najważniejsze plusy i minusy danego biegu. Mam nadzieję, że komuś ten wpis pomoże (jeżeli tak, to dajcie znać, co wybraliście!).

Poza tym czekam też na Wasze opinie i rady, bo choć mamy już kilka biegów na oku, to nadal nie podjęliśmy decyzji, gdzie pokonać królewski dystans wiosną 2019.

Dzięki!

Zdjęcie główne: Piotr Oleszak.

Share :
You may also like
Relacja z Biegu Lwa
Imprezy biegowe
Moje biegowe podsumowanie 2016 roku
Imprezy biegowe - Lifestyle - Running

Leave a Comment