Powrót do formy po drugiej ciąży. Poród naturalny vs. cesarskie cięcie

Minęło już 7 miesięcy od drugiego porodu. Pora na kolejną serię wpisów o powrocie do formy.

Choć trudno powiedzieć, abym miała znakomitą formę bo 7 miesięcy po pierwszej ciąży biegałam 10 km poniżej 50 minut, a teraz robię ten sam dystans poniżej godziny. Niekoniecznie mam obecnie potrzebę szybkiego biegania, a dużo nowych obowiązków spowodowało, że przewartościowałam co dla mnie jest ważne w bieganiu. To jednak temat na oddzielny wpis.

Po raz drugi zostałam mamą 25 grudnia. Było to dla mnie spore zaskoczenie ponieważ miałam zaplanowane cięcie cesarskie na 27 grudnia. Dzieci jednak już tak mają, że lubią zaskakiwać. Mój poród rozpoczął się naturalnie i do momentu znieczulenia do zabiegu już prawie chodziłam po ścianach z bólu bo akcja skurczowa rozkręciła się dość szybko. Kto przeżył ból krzyżowy, ten wie o czym piszę.

Junior przyszedł na świat w świąteczny poranek przez cesarskie cięcie. Pierwsze przystawienie nastąpiło ok. 30 minut po zabiegu i tym razem nie miałam żadnych problemów z karmieniem bo te drobne, które były, to nic w porównaniu z tymi, które miałam z pierwszym synem. Do domu wróciliśmy już po dwóch dobach. Sam pobyt w szpitalu i opiekę wspominam bardzo dobrze. Tutaj też moje doświadczenie diametralnie różni się od pierwszego porodu. Pozwolę sobie na małą dygresję. To bardzo ważne, kiedy personel medyczny szanuje wolę młodej mamy. Mnie zależało, aby przystawić synka jak najwcześniej i to się udało, co bardzo podniosło moje morale, jeśli chodzi o karmienie piersią po cesarskim cięciu (nastawiłam się, że może być problem). Poza tym świetne pielęgniarki z oddziału noworodkowego były bardzo pomocne i nie dokarmiały noworodków mieszanką bez zgody mamy.

Muszę wspomnieć, że bardzo bałam się zabiegu bo to jednak operacja. Nastawiłam się na olbrzymi ból i długą rekonwalescencję. Na szczęście moje obawy nie były uzasadnione. Sam ból porównałabym do „zakwasów” po ciężkim treningu mięśni brzucha. O godzinie 13, czyli jakieś 8 godzin po zabiegu nastąpiła pierwsza pionizacja. Miła położna przyszła i pomogła mi wziąć prysznic. Nie było to super fajne doświadczenie, zwłaszcza z cewnikiem, ale później było już tylko łatwiej.

Tego samego dnia już wstawałam sama do toalety, a kolejnego spacerowałam po korytarzu i ogarniałam normalnie synka.

Maluch w pierwszej dobie praktycznie cały czas spał, ale w drugiej dobie już dość często chciał być przystawiany do piersi. Po powrocie do domu, gdzie czekał na mnie jeszcze starszy synek, jakoś nie było już czasu na zbytnie rozczulanie się nad sobą i powoli zaczęłam wracać do normalnego funkcjonowania. W miarę możliwości jednak odpoczywałam w pozycji leżącej. Na pewno pomogła mi wizyta u fizjoterapeutki uroginekologicznej na miesiąc przed rozwiązaniem. Pokazała mi ona jak wstawać w ostatnich tygodniach ciąży, jak pionizować się po cc oraz poinstruowała jak ćwiczyć mięśnie dna miednicy po porodzie.

Na pierwsze spacery zaczęliśmy wychodzić w połowie stycznia i stopniowo zwiększałam dystans marszu. Myślę, że pomogły mi one w dużej mierze płynnie wrócić do biegania. Na pierwsze truchtanie wybrałam się dopiero po kontrolnej wizycie lekarskiej, ok. 3 miesiące po porodzie.

Niestety musimy być świadome, że powrót do sportu po cesarskim cięciu następuje nieco później. Po porodzie siłami natury, jeśli nie ma przeciwskazań, można stopniowo wracać do aktywności już po 6 tygodniach, po połogu.

Który powrót uważam za łatwiejszy? Pewnie Was zdziwię, ale ten po cesarskim cięciu. Niestety mój poród siłami natury był dość ciężki i dłużej dochodziłam do siebie. Do tego dołączyły kolki synka i problemy z karmieniem i już kompletnie nie miałam głowy do biegania. Jednak po pierwszej ciąży bardzo się zmotywowałam i zaczęłam biegać szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Pamiętam, że kiedy syn miał popołudniową drzemkę, ja odpalałam Chodakowską i ćwiczyłam. Chyba nigdy nie miałam takiej sylwetki jak wtedy.

Niestety po drugiej ciąży nie zrobiłam tego ani razu, ups. Udało mi się jednak wrócić już do wagi sprzed ciąży i wydaje mi się, że jest ona już nawet nieco niższa.

Jeśli chcecie poczytać o moim powrocie do formy po pierwszej ciąży – zapraszam do lektury poniższych tekstów:

O powrocie do biegania po ciąży

Rok później. Moja sylwetka rok po ciąży.

Czy da się pogodzić bieganie i karmienie piersią? Moja historia karmienia.

Mięśnie dna miednicy. Czym są i dlaczego są takie ważne?

W ramach cyklu planuję jeszcze rozmowę z fizjoterapeutką uroginekologiczną, ginekologiem – położnikiem oraz konsultantką laktacyjną. Chciałabym także podzielić się moimi doświadczeniami związanymi z karmieniem piersią oraz naturalnym dbaniem o ciało w czasie ciąży i po nim. Na pewno przygotuję także wpis o diecie wegańskiej w czasie ciąży i laktacji.

Pamiętajcie, że opisuję wyłącznie moje doświadczenia i nie zastąpią one konsultacji lekarskiej. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, zgłoście się do swojego lekarza prowadzącego lub położnej. Opieka wybranej położnej przysługuje w Polsce każdej kobiecie ciężarnej i w połogu i jest bezpłatna. Ja trafiłam na świetną położną, która jednocześnie jest certyfikowaną doradczynią laktacyjną. Dlatego warto zrobić mały research i dobrze wybrać bo kompetentna, miła i zaufana położna to prawdziwy skarb dla młodej mamy.

 

Share :
You may also like
Najdłuższy maraton.
Lifestyle
W każdej chwili mogę pobiec w innym kierunku.
Lifestyle
1 Comment

Leave a Comment